2015

Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

 

 

      Efektem jednodniowego pleneru /4 października 2015/ w Brzozowie i Wzdowie jest kilkadziesiąt prac plastycznych i fotograficznych wykonanych przez uczestników. W plenerze aktywnie z pasją i zamiłowaniem do wybranej przez siebie formy sztuki wzięło udział kilkudziesięciu  młodych, dojrzałych artystów amatorów i zawodowców. Wszystkie prace prezentują bardzo dobry poziom świadczący o dojrzałości twórców, ich wrażliwości i talencie.

      Wernisaż /28 listopada/ odbył się w oprawie opadów pierwszego w tym roku śniegu, który spowodował panikę w miasteczku. Wszyscy spodziewali się paraliżu komunikacyjnego, oblodzenia, gołoledzi i końca świata. Wyjątek stanowili uczestnicy wernisażu w Galerii pod  Trąbami i Bębnem z pasjonatami malarstwa z Sokołowa i Rzeszowa.  Dla nich, jak się okazało, nie straszny deszcz, śnieg, mróz czy zawierucha, dzielnie przybyli. Ekspozycja zrobiła na wszystkich wrażenie. Przygotował ją  mdkowski galernik, uzdolniony satyryk Marek Krakowski wsparty przez fotografików z przyjacielskiej KGF i jej moderatorkę Magdalenę Małaczyńską. Wypada podkreślić, że wydarzenie zaszczycił szef wszystkich powiatowych sołtysów Dariusz Tabisz, społecznik, ale też twórca fotografik. Z celebrytów zaszczyciło nas urocze i doskonałe małżeństwo artystyczne Ewa i Ryszard Szilerowie /celebrujący kulturę i historię małych miast/. Nie zabrakło również miłej, spontanicznej publiczności. Tomasz Koczur przygotował jak zwykle udaną prezentację multimedialną, tym razem z brzozowskiego pleneru.

        Wystawa zbiegła się z tradycyjnymi andrzejkami, do tańca bohemie artystycznej i fanom zagrał zespół Medium, /najlepszy na wieczór magii, wróżb i czarów/ wyróżniający się doskonałą sekcją dętą i wokalami. Artyści i widzowie radośnie poszli razem w tany. Towarzystwo było znamienite, klimaty taneczne niczym popisy Umy Thurman i Johna Travolty w  Pulp Fiction. Urocza celebrytka, pląsała z dyrektorową. Panią sołtysową rozpierała energia i inwencja taneczna, całość uzupełniła kolbuszowska bizneswomen indiańskim tańcem boso /gdy awangardowe, ekstrawaganckie obuwie okazało się krępujące/. Tuż przed jedenastą żegnane orkiestrowym marszem to doborowe  towarzystwo rozeszło się do domu. Końcowy taneczny pociąg tym razem do Kolbuszowy poprowadził, nie kto inny, tylko szef szefów wszystkich sołtysów.