MDK Kolbuszowa

Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Wernisaż w Kolbuszowej Górnej
Festiwal Żywej Muzyki - przeczytaj relację
Samouczek Jana Cebuli

      Święty Brat Albert Chmielowski był wyjątkowym człowiekiem, całkowicie oddanym innym ludziom. Artysta obdarzony nieprzeciętnym talentem, który porzucił pędzel i paletę, i całkowicie poświęcił swoje życie biednym i odrzuconym. Widział w brudnym, zagubionym, egzystującym na marginesie społeczeństwa człowieku Chrystusa.

Idea zmarłego sto lat temu świętego przyświecała pospolitemu ruszeniu organizatorów „Fanfar dla Brata Naszego Boga”, wielowątkowego wydarzenia, zorganizowanego dla uczczenia tego wyjątkowego świętego. Po mszy w kolbuszowskim kościele, któremu patronuje brat Albert, w oprawie orkiestr z Ukrainy, Słowacji i Polski, i koncercie przy jego pomniku, głośnymi fanfarami orkiestry na miejskim rynku zaznaczyły swoją obecność w Kolbuszowej.

O czternastej na placu przy Miejskim Domu Kultury zaczęło pachnieć chlebem, podpłomykami
i strawą biwakową. Przy ogniskach i na scenie pojawiły się parafianki z Weryni, Nowej Wsi, Kolbuszowej i Przedborza. Panie z talentem wykonały pieśni religijne i patriotyczne. Po nich na scenie pojawiły się młode śpiewaczki ze Studia Wokalnego Katarzyny Liszcz- Starzec, przed sceną zatańczyły z kolei tancerki z zespołów tanecznych, które prowadzi Anna Puzio. Prezentacje, będące podsumowaniem rocznej pracy wokalistów i tancerzy z kolbuszowskiego domu kultury, były bardzo udane. Malarze fresków, ukraińscy artyści, malujący kościół pw. św. Brata Alberta zaproponowali, ciekawą akcje plastyczną. Namalowany przez nich fresk przedstawiający świętego podzielili na prostokąty, każdy z chętnych do malowania młodych artystów wykonywał jeden fragment /cegiełkę/ fresku. Miło było patrzeć jak ci świetnie wykształceni zawodowi plastycy uczyli dzieci i młodzież mieszania farb w celu uzyskania właściwego koloru. Pokazywali jak nałożyć farbę aby uzyskać właściwą fakturę. Adepci zachwyceni bo dorośli plastycy potraktowali ich z sercem gorącym jak chleb wyjęty wprost z pieca.

Pochwalić pod niebiosa należy panie z Centrum Animacji Społecznej Warsztatów Terapii Zawodowej w Kolbuszowej. Animatorki napracowały się strasznie, a z twarzy nie schodził im uśmiech, podobnie jak dzieciakom, które cieszyły się z okazanego im zainteresowani. Materiałów do animacji wykorzystały kilka razy więcej niż na rzeszowskiej ,,Paniadze”, uszczęśliwiając małych uczestników pikniku. Na scenie pojawiła się w ,,niebiańskich” strojach Młodzieżowa Orkiestra Dęta Miasta Koszyce pod dyrekcją Petera Schürgera, wykonując perfekcyjnie lekko swingujący koncert. Po nich zagrały kolbuszowskie dęciaki /dawniej Walenciaki obecnie Kłodziaki/ pod dyrekcją Krzysztofa Kłody. Mocny koncert z nutką brzmienia cyrkowych big bandów z dawnych lat, którym żadne wzmocnienie potrzebne nie było. Na koniec zagrały Fanfary ze Lwowa, orkiestra złożona z uczniów i nauczycieli lwowskiej szkoły muzycznej pod dyrekcją Adriana Leskowa. Stylizowane na ludowe, trochę rock and rollowe stroje /młody tubista niewiele większy od instrumentu ,,wymiatał” niesamowicie/. Piękny koncert, trzech świetnych, chociaż całkowicie innych, orkiestr. Z dużego miasta, małego miasteczka i metropolii.

Adam Chmielowski późniejszy święty, to bohater powstania styczniowego, podobnie jak Józef Buczek, budowniczy sokolni /obecnie MDK w Kolbuszowej/. Przed sceną pojawiła się harcerska grupa rekonstrukcyjna Żuawów, niezwykle bitnego oddziału z czasów powstania styczniowego pod komendą Macieja Kilarskiego. Nie masz ci w Polsce miłości do czytania książek, czy zainteresowania historią, dlatego takie pokazy popularyzujące wielkie narodowe wydarzenia są bardzo potrzebne. Publiczność zobaczyła pięknych ludzi w strojach z epoki, zobaczyła autentyczną broń, wysłuchała opowieści z wątkiem życiorysu brata Alberta, który w jednej z bitew stracił nogę.

Na zakończenie można było obejrzeć występy grup teatralnych, parafialnej i domu kultury, niestety brak niezbędnych przy tak dużej liczbie mikrofonów, prób /co najmniej dwóch/, spowodowało, że ciekawe przedstawienia o bracie Albercie spaliły na panewce.

Idąc za klimatem muzycznym występujących orkiestr z południa i wschodu Europy, na scenie pojawiły się „Słowiany”, polsko-ukraiński zespół folk-rockowy. Mimo mnóstwa imprez w okolicy na frekwencję nie mogliśmy narzekać, bo naszym poczynaniom przyświecała największa

z gwiazd, gwiazda św. Brata Alberta!