MDK Kolbuszowa

Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Festiwal Żywej Muzyki - przeczytaj relację
Festiwal Psalmów Dawidowych
Samouczek Jana Cebuli

 

   Nie ma już pańszczyźnianych ani folwarcznych, nie ma też tradycyjnego rolnictwa. Za to istnieją dożynki, współczesna forma kultywowania ludowego obyczaju. Mieszkańcy gminnych sołectw, zachowując istotne elementy ludowej tradycji, modyfikują je według swojego pomysłu. Strażniczkami ludowej kultury stały się kobiety, które poprzez swą aktywność w popularnych kołach i zespołach, pielęgnują kulturę swoich miejscowości.

   Dożynki w Domatkowie (15 sierpnia 2017 r.) to przykład zaangażowania się mieszkańców i liderów w pracę na rzecz jak najlepszego zaprezentowania swojej miejscowości. Zgodnie z obyczajem wieńcowi pojawili się w Kościele Parafialnym pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych powitani przez proboszcza ks. Stanisława Marczewskiego i dziekanów obydwu dekanatów. Podczas mszy św. ks. dziekan Jan Pępek wygłosił niezwykle motywującą do kultywowania zwyczajów i wiary homilię. Po mszy kolorowy orszak, z pięknie ubranymi, wieńczareczkami przemaszerował na plac szkoły. Pochód prowadziły miejscowe gospodynie niosąc poświęcone chleby. Powitani przez prowadzącą z wdziękiem konferansjerkę Izabelę Karkut. W wyjątkowo co się rzadko zdarza pełnym składzie (wszystkie miejscowości wystawiły drużyny) dożynkowi artyści z pięknymi wieńcami zajęli miejsca biesiadne. Spożywającym posiłek zaśpiewała grupa seniorów Ziemia Podkarpacka oraz zagrała Kapela Władysława Pogody/ który skończył w lipcu 97lat/, mistrza w składzie kapeli zastąpiły prawnuczęta Andżelika i Monika Chodorowskie, kończące właśnie swój wakacyjny pobyt w Polsce (na stałe mieszkają w USA). Goszcząc u dziadków w Kolbuszowej Górnej odrabiają swoistą lekcję z Polskości z zapałem poznają narodowy folklor muzyczny.

   W oficjalnej części dożynek, wystąpili ich główni organizatorzy, sołtys Jacek Skowron powitał gości a starostowie Halina i Marek Wilkowie wręczyli chleb, gospodarzowi dożynek burmistrzowi Kolbuszowej i innym znamienitym gościom. Gospodarz dożynek, ze starostami, przy pomocy ostrych noży i gospodyń z Domatkowa, podzielił sprawiedliwie chleb.

   Prezentacje wieńcowe 15 zespołów otworzył Domatków. Reprezentowany przez świętujący swoje dziesięciolecie Zespół Ludowy Wolanie, który przedstawił odrobinę zgryźliwy skecz ,,Olaboga Dożynki w Domatkowie czyli babski magiel”. Lider społeczności Krzysztof Wilk realizując scenariusz szefowej, kierowniczki, reżyserki, Grażyny Rozmus, pojawił się w drugiej części widowiska, wzbogacając go użyciem sprzętu zmechanizowanego. Najważniejszy z liderów Domatkowa, wprowadził też warty naśladowania zwyczaj a mianowicie wystąpił w barwach ludowego zespołu, zostawiając markowe ,,ciuchy” na wieszaku. Kolejne zespoły jak co roku dokonywały, prezentacji wieńców kierując swoje żale do włodarzy gminy i jak co roku miały z małymi wyjątkami za nic wytyczne organizatorów co do czasu prezentacji. Regulaminowe 10 minut zmieniało się w prawie półgodzinne koncerty, przez co czas prezentacji wydłużył się o godzinę. Organizator występów, nie miał, nie ma i nie będzie miał nigdy serca żeby skracać prezentacje będące efektem często kilku miesięcznych przygotowań. Rozumiejąc że prezentacje to popisy sąsiadów, krewnych i znajomych, że jest najbardziej oczekiwana przez publiczność część dożynek (błagamy w przyszłości o większą dyscyplinę).

   Na końcu nastąpiło ogłoszenie wyników konkursu na najładniejszy wieniec. Wyjątkowo udane w tym roku dzieła artystyczne sztuki ludowej, praktycznie wszystkie, mogłyby zająć najwyższe miejsca na podium. Jury przyznało nagrody wieńcom z Domatkowa, Kolbuszowej Dolnej i Kolbuszowej wszyscy pozostali w liczbie dwunastu zostali wyróżnieni. Było, jakby mogło być inaczej mnóstwo pretensji do Jury konkursowego. Reaktywowany właśnie konkurs odbywał się też na początku współczesnych dożynek i został zawieszony z powodu emocji jakie wywoływał werdykt u niedocenionych. Uznając czynnik demograficzny za bardzo istotny w rozwoju społeczeństwa od lat podczas dożynek organizowany jest konkurs dzietności. W tym roku zabawa konkursowa nosiła tytuł ,, Wesołej Kapusty” Najweselszą z wesołych kapust otrzymały maleńkie Poręby Kupieńskie z najwyższym wskaźnikiem dzietności. Generalnie w gminie urodziło się kilkanaścioro dzieci więcej, lecz z powodu innych czynników demograficznych liczba mieszkańców zmalała o ponad pięćdziesiąt osób. Imprezę zamknęły Wolanki pod batutą Izabeli Karkut i kierownictwem Grażyny Rozmus, które wzruszone otrzymanymi od samorządowców podziękowaniami z okazji jubileuszu, zaśpiewały pięknie choć krótko.

   Golden Time, który w trosce o doskonałe brzmienie trochę długo się stroił nadrobił wszystko długimi ,,setami” muzycznymi uzupełnianymi, wstawkami pasjonata ,,didżejki” DJ Ducka. Szczególnie pięknie bawiła się płeć słaba, panie wywijały same z sobą w kółeczku doskonale się bawiąc, tak jakby mężczyźni na nic potrzebni im nie byli. Muzyka była pod nogę, tancerze co też było wyjątkowe do samego świtu radośnie pląsając wypełniali piękną, niedawno atestowaną święconą wodą, podłogę z Przedborza.

 

Zobacz też fotorelację przygotowaną przez p. Jana Cichonia: 

Informujemy, że w dniach 24 lipca - 4 września Miejski Dom Kultury będzie czynny w godzinach 8.00 - 16.00

 

 

   Dzięki siedemnastej edycji Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie mieliśmy możliwość goszczenia w Kolbuszowej i Porębach Kupieńskich Zespołu Pieśni i Tańca „Karolinka” z Brześcia na Białorusi. W tym leżącym nad Bugiem mieście wielkości Lublina mieszka zaledwie kilka tysięcy Polaków. Zespół „Karolinka” powstał w 1991 roku z inicjatywy Walentyny i Jana Trzeciaków, liczy dziewięćdziesiąt osób i składa się z trzech grup. Trzeciakowie to pasjonaci kultury polskiej, wykształceni w Lublinie choreografowie, którzy przyciągają do zespołu zarówno młodzież polską, jak i osoby innych narodowości zamieszkujących Brześć. W zespole zaangażowane są wszystkie pokolenia rodziny Trzeciaków: dzieci, wnuki i prawnuki.

   Pobyt rozpoczęli od zwiedzania kolbuszowskiego rynku, były zdjęcia z krokodylem i lody. A później krótki pobyt w kolegiacie, spotkanie z proboszczem, połączony z udziałem w końcowej części ceremonii ślubnej. Goście byli zachwyceni wystrojem kościoła w Kolbuszowej, porównywali świątynię do tych, które oglądali w Wilnie. Po kościele młodzież ochoczo wskoczyła do basenu, z którego niełatwo było ich wyciągnąć. Bardzo zainteresował zespół pobyt w skansenie, ze względu na ograniczenia czasowe, skrócony do standardowej jednostki lekcyjnej. Zgodnie z planem polonusi dotarli do Porąb Kupieńskich, których społeczność, pod wodzą sołtysa Krzysztofa Miazgi, organizuje co roku w lipcu festyn ludowy. Liczba bawiących się na placu wiejskim osób na ogół przekraczała kilkakrotnie liczbę stałych mieszkańców wsi. Tak było i tym razem. Sołtys corocznie zamawiał u mieszkającej na skraju wsi babki zielarki pogodę i chociaż w okolicy grad jak gołębie jaja i oberwanie chmury, u niego zawsze jest spokojnie.

   Występujący w dość skromnych warunkach zespół „Karolinka” zaprezentował trzy tańce: narodowy, podlaski i poleski. Poziom występu pokazał widzom, że tancerzom nieobce są szkoły baletowe. Występy tancerzy przeplatały popisy akordeonisty, który na harmonii guzikówce dawał kilkuminutowe koncerty (a przed występem intensywnie się uczył swojego polskiego imieniai nazwiska). Całkowicie spontanicznie przed publicznością wystąpiły także dwie Amerykanki polskiego pochodzenia, spędzające wakacje u dziadków w Kolbuszowej Górnej. Występ skrzypcowy bliźniaczek Angeli i Moniki Chodorowskich z New Jersey był miłą niespodzianką; obie uzdolnione panny, które już niedługo zaczną naukę w college'u są prawnuczkami Władysława Pogody, najbardziej znanego polskiego muzykanta z Huciny. Ojciec dziewczyn i one same to bodajże jedyne osoby z licznego grona dzieci, wnuków i prawnuków skrzypka, którzy kontynuują muzyczną pasję obchodzącego dziewięćdziesiąte siódme urodziny pradziadka Władysława.

   Tancerze „Karolinki” zachwycili liczną publiczność (podobnie jak widownię zebraną na rzeszowskim rynku podczas inauguracji festiwalu) tańcem, strojami, w dużej części wykonywanymi samodzielnie, ale też kresową urodą i kulturą osobistą. W międzynarodowej kolacji w remizie uczestniczyli poseł na sejm, starosta i burmistrz Kolbuszowej, którzy obdarowali zespół pamiątkowymi prezentami, również kolbuszowski Miejski Dom Kultury przygotował praktyczne podarunki dla artystów z wydawnictwami promującymi muzykę lasowiacką. Podczas spotkania sołtys Krzysztof, wyraźnie zmotywowany wsparciem nowej szefowej Koła Gospodyń Wiejskich, podjął się roli wodzireja. Goście zagrali biesiadne utwory i zaśpiewali piękne białoruskie pieśni. Istniejący od bez mała trzydziestu pięciu lat Zespół Ludowy Górniacy zaprosił artystów na swój wrześniowy jubileusz.

   „Karolinka” wyjechała bardzo zadowolona, a od biura festiwalowego otrzymaliśmy mailowe podziękowanie za serdeczne przyjęcie zespołu. Żałujemy, że gościliśmy ich tak krótko, mamy nadzieję na kolejne spotkanie.

 

 

   Muzyka to uniwersalny i zróżnicowany język mający różnych odbiorców, o gustach się nie dyskutuje ale każdego organizatora cieszy gdy jego propozycja trafi do odbiorcy. Radość jest tym większa gdy wykonawców oblegają w dużej liczbie odbiorcy, czerpiący przyjemność, ze sztuki na dobrym poziomie.

   Relacjonując: Adam Bałdych, najlepszy z najlepszych jazzowych skrzypków ze świetnym pianistą, publiczność zasłuchana, wcześniej Romek Puchowski, fenomenalny bluesowy gitarzysta z niespotykanymi gitarami (podobnie jak Bałdych, który oprócz klasycznych skrzypiec użył też wyjątkowego instrumentu). Puchowski grał solo ale jakby ich wielu grało ("a to echo grało"), wesoło nie było bo z zasady blues raczej muzyką radości nie jest. Publiczność zasłuchana i pod wrażeniem! Organizatorów cieszy, że w końcu kolbuszowską imprezę otworzyła lokalna formacja- Wojtek Front Ensemble. Zespół, którego liderem za sprawą kolbuszowianki jest importowany spod Bielska basista, bardzo udanie zadebiutował po zaledwie miesięcznym okresie prób. Następnie: Apostolis Anthymos i jego Miniatures, świetni młodzi instrumentaliści z legendą rockowej, bluesowej i jazzowej sceny, genialnym gitarzystą i perkusistą. Wydawałoby się że już dość tego kulturalnego "nudziarstwa". Gdzież tam znów dźwięki zdobywają widzów. Na koniec: cokolwiek zmęczony prowadzeniem /w tym samym dniu/ krakowskiej nowoorleańskiej jazzowej parady JBBO ze ,,Staszkiem” Breckenridgem. W tym miejscu zachodzi pytanie jak oni to robią że po takim maratonie muzycznym potrafią porwać publiczność do tańca. Imprezę świetnie poprowadziła Elżbieta Lewicka z patronującego od lat imprezie Polskiego Radia Rzeszów, relację telewizyjną z Jazzu nad Nilem 2017, obejrzą odbiorcy TVP 3 w Rzeszowie dzięki redaktor Annie Sabat Pezdan.

   O tym że zarówno publiczność mimo ,,bitych” sześciu godzin słuchania jazzu ciągle czuje niedosyt i jest obecna od początku do końca, nikogo przekonywać nie trzeba wystarczy przyjść i zobaczyć! Stałym sponsorem wydarzenia jest Kazimierz Fryc i firma FiN Sp. z o.o. współorganizatorem rzeszowski WDK, patronatu honorowego udzielił Marszałek Województwa Podkarpackiego Władysław Ortyl, TVP 3 w Rzeszowie i wiele innych mediów. Wśród rewelacyjnej publiczności, można było zauważyć, jak co roku plastyków z kolbuszowskiego pleneru oraz artystów ukraińskich, którzy z talentem malują freski w Albercie. Obecny był poseł Zbigniew Chmielowiec z małżonką, Ewa Draus radna sejmiku województwa oraz dyrektor Marek Jastrzębski (współorganizator) z małżonką.

 

   Organizator wydarzenia Miejski Domu Kultury gratuluje wszystkim udziału w wyjątkowym, nie tylko na miarę Kolbuszowej, wydarzeniu. Cytując grającego na najlepszych światowych festiwalach Adama Bałdycha ,,Słyszałem dużo dobrego o tym festiwalu i nie zawiodłem się, życzę dalszych udanych edycji”.

 

   Dziękujemy publiczności za tworzenie jak co roku genialnej atmosfery a muzykom za traktowanie jej z wyjątkowym szacunkiem!   

 

   Po raz jedenasty społeczność /25 czerwca/ Domatowa uczestniczyła w festynie sobótkowym. Puszczańskie, lasowiackie świętojańskie tradycje ludowe wyraźnie się różniły od zwyczajów innych grup zamieszkujących dawną Polskę. Mnóstwo w nich było magii i ognia. Leśne tereny, które zamieszkiwali, niezbyt były bogate w większe rzeki. Nil który przepływa przez Domatków to niewielki strumyk, cudnie meandrujący skrajem lasu i łąk, którym jednak wianka spuścić się nie da. Lasowiacy z Domatkowa palili wielkie ogniska, okadzali żeby ochronić od gradu i innych nieszczęść pola uprawne.

   Scenariusz, który napisał powstały w 2007 roku Zespół Wolanie, był zlepkiem wspomnień starszych mieszkańców miejscowości dotyczących obyczajów sobótkowych. Rewelacyjnie w tym roku wystąpili uczniowie z miejscowej szkoły. Nieliczna ich grupka pięknie zaśpiewała, powiedziała i zagrała krótkie przedstawienia co dobrze świadczy o pracy nauczycieli. Same superlatywy o występie dzieciaków wypowiedział przybyły z Cisnej renomowany folklorystyczny Zespól ,,Łopienka”, wykonujący po mistrzowsku ludową muzykę polską oraz ukraińską. Po najmłodszych mieszkańcach na scenie pojawiły się mamy i babcie /jeden dziadek/ z Zespołu Wolanie. Przedstawiły skecz "Ucho Sołtysa" opowiadający dość dosadnie o wydarzeniach z życia włodarza jakiejś wsi. Następnym punktem programu zespołu, był występ śpiewaczy. Panie wraz z akompaniującą im na harmonii Izabelą Karkut, sprawnie i melodyjnie zaśpiewały zbiór różnorodnych piosenek, świetnie nawiązując do ludowej tradycji pięknego naturalnego śpiewu ludowego.

   Na koniec wspomniany wcześniej zespół ,,Łopienka” zaprezentował muzykę dawnych mieszkańców Podkarpacia i Małopolski. Podzielony na dwie części koncert, przepleciony był konkursem wicia wianków, w którym z zapałem wzięło udział prawie sto dzieciaków. Miłym akcentem było docenienie przez miejscowych Zespołu Ludowego Wolanie, który obchodzi w tym roku dziesięciolecie swojego istnienia. Kwiaty jubilatom na ręce Grażyny Rozmus, wręczył przewodniczący straży i rady miejskiej Krzysztof Wilk wraz z sołtysem Jackiem Skowronem oraz dyrektorem Wiesławem Sitko z Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej. Jak co roku dzieciarnia miała możliwość jazdy konnej z czego skorzystała z radością.

   Szefowa zespołu podobnie jak i cała grupa bardzo się wzruszyła a przecież to początek obchodów pierwszego „krzyzika” /jak nazywał okrągłe rocznice, dziś już prawie dziewięćdziesięciosiedmioletni Władysław Pogoda. Na koniec Wolanie i Łopienka odśpiewali sobie nawzajem sto lat /oni też w tym roku obchodzą swoje dziesięciolecie/ i dwieście lat dla Władysława Pogody.

   O sobótkach przypominało ponad dwumetrowej wysokości ognisko dozorowane przez strażaka ochotnika. Wspólnie z Domatkowianami bawił się poseł na sejm Zbigniew Chmielowiec z małżonką. Do pierwszego kwiatu paproci profesjonalnie grał do tańca Zespół Golden Time. Zabawa przednia a i ofiarność sponsorów i organizatorów wyjątkowa.

 

 

   Plener Wiatraki 2017 Szymbark ,,W kasztelu i skansenie” (17 czerwca) to wydarzenie plastyczne dla dzieci i młodzieży szkolnej aktywizujące młode pokolenie twórców. Uczestniczą w nim dzieci i młodzież szkolna z terenu powiatu kolbuszowskiego i sąsiednich. Od pierwszej edycji upłynęło już ćwierć wieku a organizowany przez Miejski Dom Kultury plener cieszy się ciągle popularnością.

   Szymbarska edycja była pod każdym względem wyjątkowa. Pobiliśmy rekord uczestnictwa, po raz pierwszy młodzi artyści pojechali dwoma pełnymi autobusami. Wzbudzili podziw turystów z całej Polski swoją malarską pasją (mimo rekordowo skrajnej "niepogody"). Wyjątkowe życzliwe przyjęcie ze strony kierownictwa placówki etnograficznej dokumentującej dziedzictwo grupy Pogórzan umożliwiło wykonanie prac w podcieniach, sieniach, klepiskach i izbach obiektów. Na zakończenie nastąpiło oblężenie Kasztelu Gładyszów, perły polskiego renesansu. Obiekt wyremontowany i wyposażony w multimedia zainteresował grupę fanów plastyki.

 

   Już w środę (21 czerwca) nastąpił wernisaż prac wykonanych w szymbarskim deszczu. Na wystawie mogliśmy obejrzeć bardzo udane prace. Wszyscy nagrodzeni zostali upominkami, dyplomami, przebojem okazały się lody pochłonięte błyskawicznie przez młodych twórców i ich nauczycieli.

 

Kolejna plenerowa lekcja wrażliwego spojrzenia na świat została z nawiązką odrobiona!

 

      Święty Brat Albert Chmielowski był wyjątkowym człowiekiem, całkowicie oddanym innym ludziom. Artysta obdarzony nieprzeciętnym talentem, który porzucił pędzel i paletę, i całkowicie poświęcił swoje życie biednym i odrzuconym. Widział w brudnym, zagubionym, egzystującym na marginesie społeczeństwa człowieku Chrystusa.

Idea zmarłego sto lat temu świętego przyświecała pospolitemu ruszeniu organizatorów „Fanfar dla Brata Naszego Boga”, wielowątkowego wydarzenia, zorganizowanego dla uczczenia tego wyjątkowego świętego. Po mszy w kolbuszowskim kościele, któremu patronuje brat Albert, w oprawie orkiestr z Ukrainy, Słowacji i Polski, i koncercie przy jego pomniku, głośnymi fanfarami orkiestry na miejskim rynku zaznaczyły swoją obecność w Kolbuszowej.

O czternastej na placu przy Miejskim Domu Kultury zaczęło pachnieć chlebem, podpłomykami
i strawą biwakową. Przy ogniskach i na scenie pojawiły się parafianki z Weryni, Nowej Wsi, Kolbuszowej i Przedborza. Panie z talentem wykonały pieśni religijne i patriotyczne. Po nich na scenie pojawiły się młode śpiewaczki ze Studia Wokalnego Katarzyny Liszcz- Starzec, przed sceną zatańczyły z kolei tancerki z zespołów tanecznych, które prowadzi Anna Puzio. Prezentacje, będące podsumowaniem rocznej pracy wokalistów i tancerzy z kolbuszowskiego domu kultury, były bardzo udane. Malarze fresków, ukraińscy artyści, malujący kościół pw. św. Brata Alberta zaproponowali, ciekawą akcje plastyczną. Namalowany przez nich fresk przedstawiający świętego podzielili na prostokąty, każdy z chętnych do malowania młodych artystów wykonywał jeden fragment /cegiełkę/ fresku. Miło było patrzeć jak ci świetnie wykształceni zawodowi plastycy uczyli dzieci i młodzież mieszania farb w celu uzyskania właściwego koloru. Pokazywali jak nałożyć farbę aby uzyskać właściwą fakturę. Adepci zachwyceni bo dorośli plastycy potraktowali ich z sercem gorącym jak chleb wyjęty wprost z pieca.

Pochwalić pod niebiosa należy panie z Centrum Animacji Społecznej Warsztatów Terapii Zawodowej w Kolbuszowej. Animatorki napracowały się strasznie, a z twarzy nie schodził im uśmiech, podobnie jak dzieciakom, które cieszyły się z okazanego im zainteresowani. Materiałów do animacji wykorzystały kilka razy więcej niż na rzeszowskiej ,,Paniadze”, uszczęśliwiając małych uczestników pikniku. Na scenie pojawiła się w ,,niebiańskich” strojach Młodzieżowa Orkiestra Dęta Miasta Koszyce pod dyrekcją Petera Schürgera, wykonując perfekcyjnie lekko swingujący koncert. Po nich zagrały kolbuszowskie dęciaki /dawniej Walenciaki obecnie Kłodziaki/ pod dyrekcją Krzysztofa Kłody. Mocny koncert z nutką brzmienia cyrkowych big bandów z dawnych lat, którym żadne wzmocnienie potrzebne nie było. Na koniec zagrały Fanfary ze Lwowa, orkiestra złożona z uczniów i nauczycieli lwowskiej szkoły muzycznej pod dyrekcją Adriana Leskowa. Stylizowane na ludowe, trochę rock and rollowe stroje /młody tubista niewiele większy od instrumentu ,,wymiatał” niesamowicie/. Piękny koncert, trzech świetnych, chociaż całkowicie innych, orkiestr. Z dużego miasta, małego miasteczka i metropolii.

Adam Chmielowski późniejszy święty, to bohater powstania styczniowego, podobnie jak Józef Buczek, budowniczy sokolni /obecnie MDK w Kolbuszowej/. Przed sceną pojawiła się harcerska grupa rekonstrukcyjna Żuawów, niezwykle bitnego oddziału z czasów powstania styczniowego pod komendą Macieja Kilarskiego. Nie masz ci w Polsce miłości do czytania książek, czy zainteresowania historią, dlatego takie pokazy popularyzujące wielkie narodowe wydarzenia są bardzo potrzebne. Publiczność zobaczyła pięknych ludzi w strojach z epoki, zobaczyła autentyczną broń, wysłuchała opowieści z wątkiem życiorysu brata Alberta, który w jednej z bitew stracił nogę.

Na zakończenie można było obejrzeć występy grup teatralnych, parafialnej i domu kultury, niestety brak niezbędnych przy tak dużej liczbie mikrofonów, prób /co najmniej dwóch/, spowodowało, że ciekawe przedstawienia o bracie Albercie spaliły na panewce.

Idąc za klimatem muzycznym występujących orkiestr z południa i wschodu Europy, na scenie pojawiły się „Słowiany”, polsko-ukraiński zespół folk-rockowy. Mimo mnóstwa imprez w okolicy na frekwencję nie mogliśmy narzekać, bo naszym poczynaniom przyświecała największa

z gwiazd, gwiazda św. Brata Alberta!